Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
9.lives *Łajdus - blog4u.pl

Łajdus

:: ::

Avril Lavigne-Goodbye Lullaby

 

Avril Lavigne dorosła. Nie jest już skaczącą, rozkrzyczaną idolką nastolatków. Krążek 'Goodbye Lullaby' ma pokazać fanom artystki, że Avril dojrzała jako wokalistka i autorka tekstów . Album jest czwartą, studyjną płytą kanadyjskiej wokalistki.

Największe przeboje Avril takie jak 'Complicated', 'Sk8er Boi', 'Girlfriend' i 'Hot' utrzymane były w mocno żywiołowym klimacie. Na płycie 'Goodbye Lullaby' nie znajdziemy zbyt wielu porywających kawałków. Lavigne tym razem zwolniła tempo, co zaowocowało wieloma balladami i spokojnymi utworami . Na uwagę zasługują dwa kawałki, których aranżacje pełne są dynamiki i przebojowości. Pierwszym jest promujący cały krążek 'What the hell' - piosenka w stylu dawnej Avril- zadziorna, dynamiczna, wesoła. Drugą, ciekawą kompozycją jest również wydany w singlu utwór 'Smile'- pozytywny, z przesłaniem, w którym artystka wyraża wdzięczność wobec wyjątkowych osób w jej życiu. Jeżeli chodzi o kawałki spokojniejsze i bardziej nastrojowe to warto zwrócić uwagę na 'Wish You Were Here', oraz piękną i delikatną balladę 'Goodbye'.

Muzyka tła typowa dla Avril- gitary basowe, akustyczne i klasyczne, fortepian, perkusja. Album jest mieszanką rock i pop. Klimatycznie możemy go porównać do drugiego albumu wokalistki 'Under my skin'.

Wierni fani Avril na pewno docenią jej nowy album. Płyta jest dobra. Spokojna, stonowana, dojrzała. Nie jest jednak przebojowa. Myślę, że Lavigne udowodniła, że jest dobrą artystką, która świetnie radzi sobie zarówno w energicznych utworach jak i harmonijnych, refleksyjnych balladach.
Zalety:
- nastrojowość
- ciekawe aranżacje muzyczne
- tekstowa dojrzałość

Wady:
- album mało przebojowy
- monotonia w niektórych utworach




Głosuj (0)
Łajdus 11/06/2011 13:53:31 [komentarzy 0] Komentuj

Upadli tom IV: Dzień gniewu Thomas E. Sniegoski

 

Miłośnicy serii „Upadli” zapewne z ogromnym zniecierpliwieniem wyczekiwali czwartego tomu sagi, pt. „Dzień gniewu”. Książka już jest, a ja miałem okazję zapoznać się z jej treścią na początku maja.

Na samym początku chciałbym zaznaczyć, że lektura czwartego tomu o upadłych aniołach była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Sniegoskiego. Moja recenzja może być w pewien sposób specyficzna, ponieważ napisałem ją, nie znając trzech poprzednich części. Jednak czwarty tom jest tak ciekawie skonstruowany, że jako nowicjusz w znajomości sagi „Upadli”, nie miałem większych problemów z poznaniem wielu wątków całej fabuły. Zapewne nie mam wiedzy, którą posiadają wszyscy ci, którzy przeczytali trzy poprzednie tomy, jednak zrozumiałem tę anielską rzeczywistość, myślę, że z łatwością.

„Dzień gniewu” przynosi wiele akcji, niesamowitych wydarzeń i zaskakujących sytuacji. Przed Aaronem Corbetem stoją kolejne, niezwykle ważne zadania do wykonania- zgodnie z przepowiednią nasz bohater ma pomóc upadłym aniołom w uzyskaniu zbawienia, oraz przywrócenie porządku w miejscach nękanych przez jego śmiertelnego wroga - Werchiela - przywódcę boskich potęg. Nieobliczalny Werchiel zamienił świat Aarona w koszmar zabierając mu prawie wszystko co kochał. Nasz bohater nosi w sobie ogromny ciężar odpowiedzialności - los świata i uzyskanie wiecznego szczęścia przez potępione anioły, leży w jego rękach. Jakby tego było mało, ukochana Aarona - Vilma - piękna półkrwi anielica, bardzo ciężko znosi swoją przemianę w anielskiego Nefilima. Młodej dziewczynie z trudnością przychodzi akceptacja swojej inności i nauczenie się z nią żyć. Corbet może jednak liczyć na wsparcie swoich przyjaciół - Lorelei - młodej anielskiej czarodziejki oraz jej ojca Lehasha. Naszemu bohaterowi wiernie towarzyszy labrador Gabriel. Aaron posiadł umiejętność rozumienia psa i języków wszystkich istot żyjących, co pozwoliło mu swobodnie, przepływem myślowym komunikować się z błyskotliwym Gabrielem. Młody półanioł stara się spełniać swoje przeznaczenie. Jednak nie spodziewa się, że przepełniony szaleństwem Werchiel ma dla niego bardzo okrutną niespodziankę. I w tym całym szaleństwie, niezwykle ważną rolę odegra ojciec Aarona- upadły anioł, niszcząca siła, skazana przez samego Boga na życie w otchłaniach piekła.

Język książki jest w miarę prosty i klarowny. Fabuła naprawdę wciąga. Kolejne rozdziały przynoszą wiele akcji i jednocześnie budują napięcie. Bohaterowie często wracają do wydarzeń z poprzednich tomów, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć dane sytuacje i wejść w rolę głównych postaci. Warto zwrócić uwagę na okładkę, która swoim mrocznym klimatem przyciąga. Graficznie książka jest bardzo profesjonalnie dopracowana.

Czwarty tom sagi z cyklu „Upadli” to fantastyka w bardzo dobrym wydaniu. Książka jest pełna akcji; sceny walk opisane zostały z niezwykłą dokładnością i brutalnością. Pozycję czyta się błyskawicznie, a skończywszy chcę się więcej. Zakończenie daje wyraźne sugestie, że Aaron Corbet powróci. I oby tak się stało.

Zalety:
- wciągająca fabuła
- dobrze zbudowane napięcie
- działanie na wyobraźnię
- interesujący bohaterowie


Głosuj (0)
Łajdus 11/06/2011 13:51:16 [komentarzy 0] Komentuj

Tori Spelling-Moja hisTORIa

Na pewno każdy zna, lub słyszał też o niegdyś kultowym, amerykańskim serialu Beverly Hills 90210. W jedną z głównych bohaterek Donnę Martin, wcieliła się niejaka Tori Spelling- córka nieżyjącego już producenta i magnata telewizyjnego Aarona Spellinga. Rola Donny uczyniła z niej jedną z najbardziej wyrazistych i rozpoznawalnych gwiazd małego ekranu.

‘Moja historia’ to pierwsza autobiografia aktorki. Pozycja składa się z 20 rozdziałów. Ja nazwałbym to 20 etapami, szczególnie ważnymi w życiu aktorki.

W swojej książce Tori wyciągnęła na światło dzienne najintymniejsze aspekty swoje życia. Zagłębiając się w lekturze poznajemy dzieciństwo aktorki, pełne przepychu i ekskluzywnych lalek Madame Alexander- klasycznych i kolekcjonerskich. Okres wczesnych i późnych lat dziecięcych nie należał do najszczęśliwszych dla Spelling. Ukazane mamy tutaj jak młoda dziewczynka pragnie normalności, podczas gdy wszystko co dzieje się wokół jej osoby jest dokładnie zaplanowane i stale monitorowane przez rodziców. Tori od najmłodszych lat chciała być zwykłym dzieckiem, a nie rozpieszczoną księżniczką, córką Aarona Spellinga, króla seriali z majątkiem który liczy 500 milionów dolarów. Każdy jej strój, zabawki, gadżety musiały być dokładnie takie, jak życzyli sobie tego rodzice, zwłaszcza matka Candy. Ojciec często zabierał młodą Spelling do swojego studio. Tam nastoletnia Tori, aby umilić sobie czas sprzedawała lemoniadę ekipom pracującym. Trzeba tutaj wyraźnie zaznaczyć, że nabywcy danego napoju zawsze byli opłaceni przez jej ojca, do czego jeden z nich w końcu się przyznał kupując lemoniadę. Już wtedy młoda Tori rozpoczęła swoją walkę o bycie sobą.

W wieku 16 lat Spelling rozpoczęła pracę nad serialem Beverly Hills 90210. Początkowo jej rola ograniczała się do jednego, prostego dialogu w odcinku. Jednak z czasem ekipa zauważyła potencjał, który drzemał w młodej aktorce. Producenci pozwolili na wyeksponowanie granej przez nią postaci Donny Martin, która z czasem stała się jedną z głównych postaci serialu. Poznajemy tutaj również inne gwiazdy owego filmu: Jennie Garth (serialową Kelly), Shannen Dohetry, która wcieliła się w postać Brendy. Oprócz kobiecej części obsady, autorka krótko wspomina serialowych przystojniaków: Luke Perry ( Dylan), Jason Priestley (Brandon) , Ian Ziering (Steve) oraz Brian Austin Green (David). Warto wspomnieć, że Beverly Hills 90210 było serialem wyprodukowanym przez Aarona Spellinga. Tori przez całe 10 lat trwania serialu starała się udowodnić, że jej rola nie była kwestią ingerencji wpływowego ojca, ale dzięki jej umiejętnościom aktorskim, profesjonalnemu podejściu i charyzmie. Aktorka nie chciała aby media i odbiorcy, uważali, że rolę zawdzięcza tylko słynnemu nazwisku. I ta walka z nepotyzmem trwała jeszcze przez wiele lat.

W książce poznajemy skomplikowane relacje rodzinne: córka Tori-matka Candy. Autorka kocha swoją matkę, ale nigdy nie czuła z nią specjalnej więzi. Kontakty z matką można podsumować tak: robimy sobie na złość, rozmawiamy ze sobą przez tabloidy, wymieniany zdania przez emaile, aż do chwili obustronnej słabości ( pod wpływem napojów wysokoprocentowych), kiedy to padamy sobie w ramiona i jedna mówi drugiej jak bardzo ją kocha. Taki schemat powtarza się w książce regularnie. Dodatkowo dochodzą tutaj okresy obustronnego milczenia córka-matka. Tori odnalazła matkę w niani- Kay Zar Crow, która jest, była i będzie dla aktorki przykładem matczynej miłości i oddania.

W ‘Mojej historii’ Tori opisuje swoje związki- zazwyczaj trudne, toksyczne, wyniszczające. Brak pewności i wiary w siebie, oraz pragnienie posiadania kogoś, sprawiły, że Spelling przez wiele lat źle lokowała uczucia. Było to wynikiem poszukiwania tej jednej prawdziwej miłości. Pierwsze małżeństwo aktorki trwało rok. Z lektury wnioskujemy, że związek z lekko konserwatywnym Charliem był idealny. Jednak decyzja o wymarzonym ślubie była wielkim błędem z jej strony. Aktorka pragnęła wymarzonego wesela, białej sukni, grona najbliższych przyjaciół i niesamowitej oprawy. Krótko mówiąc pewnego spektaklu, który niewątpliwie się udał. Jednak uczucie, którym obdarzyła Charliego nie było żadną miłością. Ale trzeba przyznać, że ich trwające rok małżeństwo było wyjątkowo udane, co potwierdza sama autorka.

‘So NoTorius’ tytuł autorskiego reality show Tori Spelling, w którym aktorka miała zagrać… siebie. Głównym zamierzeniem realizacji całego przedsięwzięcia było pokazanie opinii publicznej jaka naprawdę jest Tori, jej rodzina i przyjaciele. Prawa do emitowania programu nabyła sieć telewizyjna VH1, która zamówiła 10 odcinków.

Na planie filmu ‘Mind over murder’ Tori poznała miłość swojego życia- Deana McDermotta. Jak pisze autorka zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. I sam Dean też od razu pokochał ją do szaleństwa. Ta relacja była skomplikowana, jak wszystkie związki Tori. Główny problem tkwił w tym, że oboje T & D byli w związkach małżeńskich. Ta miłość była szalona, spontaniczna. Dopiero poznając Deana aktorka uświadomiła sobie czym jest prawdziwa miłość. Podczas kręcenia filmu T & D byli nierozłączni. Wiedzieli, że po zakończeniu zdjęć oboje czeka spotkanie z przykrą rzeczywistością, ale mieli na to siłę. Po zakończeniu kręcenia ‘Mind over murder’, oboje wrócili do swoich rodzin. Dean szybko podjął decyzję o rozwodzie z żoną. Tori nie miała wątpliwości co do swoich uczuć względem Deana, jednak nie potrafiła z miejsca powiedzieć Charliemu, że to koniec ich małżeństwa. Wolała stopniowo się od niego oddalać. Cała sprawa skończyła się u psychologa gwiazdki (w tamtej sytuacji mediatora), kiedy to Spelling wyznała cała prawdę swojemu mężowi o związku i miłości do Deana.
Wkrótce potem T & D zamieszkali razem, wzięli kameralny ślub na Fidżi. Bez paparazzi, przepychu. To była dla nich niezwykle intymna chwila. I jednocześnie najważniejsza w ich życiu. Obecnie możemy śledzić losy Tori i Deana w telewizyjnym reality show pt. ‘Tori & Dean’, opartego na ich życiowych perypetiach od chwili narodzin pierwszego dziecka pary.

Nie długo po ślubie zmarł ojciec Tori Aaron Spelling. Aktorka bardzo mocno przeżyła tę śmierć. Dla niego była zawsze córeczką. Przemysł telewizyjny stracił jedną z najważniejszych postaci w tej branży. Uroczystości były wyniosłe, ale Tori wolała spotkać się z najbliższymi i wspominać swojego ojca, przez co oddać mu hołd.
Jak pisałem wcześniej majątek Aarona Spellinga szacowany był na ponad 500 milionów dolarów. Ile z tego otrzymała Tori? Niecałe 800 tysięcy dolarów(!). Minus kwota przypadająca na podatek. Było to ogromne zaskoczenie dla aktorki, jednak nie zmieniło to jej stosunku do ukochanego ojca.
Tori Spelling- aktorka telewizyjna, filmowa i teatralna. Córka hollywoodzkiego magnata telewizyjnego. Niezwykle wrażliwa, delikatna. Przez jednych kochana, przez drugich zaś znienawidzona. ‘Moja historia’ to pełen błyskotliwych i szokujących wyznań pamiętnik jednej z najbardziej barwnych i kontrowersyjnych postaci telewizji, który otwiera nam oczy na losy córki milionera. Zagłębiając się w lekturę oczami wyobraźni widzimy życie zwykłej dziewczyny, która przez wiele lat walczyła o niezależność, trwając w batalii z nepotyzmem. Dzięki owej pozycji poznajemy funkcjonowanie amerykańskiej prasy brukowej oraz ludzi z najwyższych szczebli drabiny społecznej. Pozycja jest niezwykle wciągająca a dzięki prostej budowie zdań czyta się ją błyskawicznie. Nie ma tutaj zawiłości i niejasności. Tori opisała wszystko jasno i klarownie.

Polecam!

Zalety:
- duża dawka emocji
- biografia
- naprawdę wciąga:)

Wady:
- kilka literówek
- występowanie nieadekwatnych do sytuacji wyrażeń
- ubogie dialogi

 


Głosuj (0)
Łajdus 13/04/2011 21:39:27 [komentarzy 0] Komentuj

I Blame Coco-The Constant

I Blame Coco, a właściwie Eliot Paulina Sumner, urodzona 30 lipca 1990 roku w Pizie we Włoszech. W artystycznym środowisku znana pod pseudonimem Coco, nagrywająca pod charakterystyczną nazwą I Blame Coco. Jest córką słynnego muzyka - Stinga. The Constant- debiutancki album młodej wokalistki, swoją premierę miał 8 listopada 2010 roku.

Krążek jest efektem ciężkiej i wieloletniej pracy młodej wokalistki. Pełen jest muzycznych różnorodności. Coco w finezyjny i oryginalny sposób połączyła muzykę elektroniczną, rock, pop i niesamowite oldschoolowe dźwięki. Na szczególną uwagę zasługuje, kawałek 'Selfmachine'- energetyczny, wpadający w ucho, z ciekawą aranżacją muzyczną.

Kolejną perełką całego albumu jest bez wątpienia utwór 'Caesar', który artystka nagrała ze szwedzką gwiazdą muzyki elektronicznej Robyn. Głosy obu pań doskonale uzupełniają się w tym kawałku. Każdy dźwięk zdaje się być perfekcyjnie dopracowany. Mocnym punktem albumu jest 'Quicker', niezwykle dynamiczny, świeży, pełen młodzieńczej radości wokalistki.
Klimatycznie płytę The Constant można porównać do albumu Florence the machine- Lungs oraz krążka Robyn- Body talk.

Coco posiada kapitalny, mocny głos. Jest on nietuzinkowy, inny, pozostaje długo w pamięci. Obserwując poczynania wokalistki wyraźnie widać, że jest niezwykle kreatywna i ma na siebie pomysł. Płytą The Constant udowadnia, że jej twórczość nie jest wynikiem nepotyzmu, ale ciężkiej pracy i talentu. Tata (Sting) może być dumny z poczynań córki w muzycznym świecie. Swoim debiutem wokalistka narzuciła bardzo wysoki poziom.

Album wart jest polecenia. Jestem pod wrażeniem dojrzałości młodej artystki. Swoimi kompozycjami Coco pokazuje, że ma nie tylko dobry głos, ale jest również świetną kompozytorką.

The Constant na długo zagościł w moim odtwarzaczu. I najlepsze jest to, że słuchając kolejnych kawałków chce się więcej. Coco ma wszystko by rozwijać swój talent. Ze zniecierpliwieniem czekam na jej kolejne poczynania w świecie muzyki. Dziewczyna jest charyzmatyczna i ma predyspozycje, aby w przyszłości stworzyć muzyczne dzieło. Na razie zadowolimy się jej niesamowitą energią i ogromną dozą świeżości.

Zalety:
- kapitalny głos wokalistki
- świeżość kompozycji
- ciekawe aranżacje muzyczne
- duet z Robyn
- łączenie różnych gatunków muzycznych

 


Głosuj (0)
Łajdus 13/04/2011 21:35:34 [komentarzy 0] Komentuj

Coco - Cristina Sánchez-Andrade

czyta biografię jednej z najsłynniejszych i niezwykle charyzmatycznych kobiet świata mody. jest na stronie 107 i jak najbardziej poleca. wkrótce recenzja.

 

 


Głosuj (0)
CocoManCaffee 30/03/2011 11:03:14 [komentarzy 0] Komentuj

caffeman!


lubię kawę. jej smak i aromat. ale nie każdą. polecam moje ulubione kawy. pierwszą, jest podawana w okresie zimowym, w kawiarniach Starbucks- 'Winter Blend'. tutaj polecam kupić ziarna i przeszperać dom w poszukiwaniu elektrycznego młynka. po zmieleniu owa kawa ma niesamowity zapach i jest naprawdę genialna w smaku.

I like coffee. its taste and aroma. but not all. I recommend my favorite coffee. First, it is administered during the winter, and in-Starbucks 'Winter Blend'. here I recommend to buy seeds and to search the house in search of an electric grinder. after milling, this coffee has an amazing flavor and is really brilliant in flavor.



kolejną, wartą polecenia kawą jest ziarnista coffeeheaven. doskonały aromatyczny smak i cudowny zapach po zmieleniu. można ją zakupić w kawiarniach coffeeheaven.

another, it is worth coffee beans command coffeeheaven. perfect aromatic flavor and smell wonderful after grinding. may be purchased in cafes coffeeheaven.


Głosuj (0)
CocoManCaffee 30/03/2011 10:48:51 [komentarzy 0] Komentuj

men's spring look.


kwiecień tuż tuż. oto kilka moich propozycji na końcówkę marca i początek kwietnia.
zrzucamy czapki. po długiej i mroźnej zimie, pozwólmy w pełni dotlenić naszą głowę. na ten okres polecam oczywiście nieśmiertelną kurtkę skórzaną z Croppa. Jest wygodna, elegancka i posiada bardzo praktyczny kaptur, który jest świetnym dodatkiem i atutem kurtki, np w deszczowy dzień.

April is coming. Here are some of my suggestions on the end of March and early April.

dump caps. after a long and cold winter, let fully oxygenate our head. I would recommend for this time of course, the immortal leather jacket with Cropp. It is comfortable, elegant and has a very practical hood, which is a great addition and asset jackets, for example, on a rainy day.


jeżeli pogoda jeszcze płata figle w postaci niższych temperatur warto założyć również koszulę. tutaj polecam prostą, czarną i elegancką z  Reserved.

even if the weather plays tricks in the form of lower temperatures should also create a shirt. Here I recommend a simple and elegant with a black Reserved.


spodnie z House, w nowym ciekawym odcieniu.

pants with the House, interesting new shade.

buty- oczywiście kultowe trampki!

cult shoes sneakers, of course!

 dodatki:
elegancka i pojemna torba z Reserved

Add-ons:

elegant and roomy bag Reserved



 okulary H&M

H & M Sunglasses



 i na koniec
dla każdego eleganckiego mężczyzny polecam na wiosenny okres zapach z Yves Rocher Altika- świeży, intensywny, z nutą arktycznego chłodu.

and finally

for every elegant man I would recommend for the spring term smell of Yves Rocher altik-fresh, intense, with a hint of arctic cold.


wkrótce zdjęcia z mojej osobistej cyfrówki.

Soon photos from my personal camera


Głosuj (0)
CocoManCaffee 30/03/2011 10:46:47 [komentarzy 0] Komentuj

Henry Jenkins Kultura konwergencji. Zdarzenie starych i nowych mediów. Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne. Warszawa 2007. Stron 283. Moja recenzja.

Autorem książki Kultura konwergencji. Zderzenie starych i nowych mediów jest Henry Jenkins- postać niezwykle ciekawa. Amerykański działacz akademicki, dziennikarz, politolog, znawca kultury masowej, bardzo zażyle związany z branżą medialną i społecznością fanów.
Głównym tematem poruszanym w  Kulturze konwergencji jest „[…] wyświechtana nieco już idea łączenia się mediów na różnych poziomach […]” jak pisze tłumacz pozycji, Mirosław Filiciak. Sam autor traktuje tę sytuację w sposób niezwykle oryginalny, nowoczesny, nie ulegając jednocześnie chwilowym teoretycznym modom. Jenkins skupia się na konwergencji w wymiarze kulturowym. Działając intuicyjnie zauważa związki zachodzące pomiędzy różnymi zjawiskami tam, gdzie nie widzi ich cała rzesza ekspertów medialnych. Autor zastanawia się również czy Ameryka ma szanse na wszechstronnie rozumiany rozwój, skoro jej mieszkańcy mają tak zróżnicowane życie kulturalne, jak również ukazuje na precyzyjnie wybranych przykładach jak konwergencja zmienia formę amerykańskiej popkultury.
Kultura jest także próbą odpowiedzi na pytanie jak sprawić, by coraz to większa władza i większa wiedza rozwijana dzięki nowym technologiom, a także praktykom kulturowym, były dystrybuowane do wszystkich mieszkańców równomiernie.
Jednocześnie Jenkins pragnie zaprezentować nam pewną część przemian, którą możemy obserwować przez kilka ostatnich dziesięcioleci w przestrzeni medialnej.
Kultura konwergencji. Zderzenie starych i nowych mediów powstała, aby wyjaśnić i przybliżyć, jakże wyraźnie widoczne zjawisko konwergencji mediów, gdzie stare media wchodzą w coraz to bardziej skomplikowane interakcje. Każdy dźwięk, obraz znajduje swoje odbicie w maksymalnej ilości kanałów i platform medialnych.  

II

Pozycję Kultury konwergencji rozpoczyna wstęp do polskiego wydania autorstwa Jenkinsa. Tutaj autor ogólnie porusza problematykę książki: nad czym w głównej mierze się skupia, jakiej grupy ludzi dotyczą rozważania oraz podaje konkretne przykłady, które zostaną w poszczególnych rozdziałach szczegółowo omówione. Mimo, że książka opisuje amerykańskie społeczeństwo, jej twórca zaznacza, że polscy czytelnicy na pewno odnajdą wiele aspektów dotyczących ich samych, jak również procesów zachodzących w polskim krajobrazie medialnym.
Przedmowę dla Kultury napisał jeden z dwójki tłumaczy Mirosław Filiciak, w której to prezentuje małą biografię autora książki, oraz pokazuję jakże bliska jest nam ta pozycja. My- Polacy, również jesteśmy aktywnymi uczestnikami wszelkich procesów, które mają miejsce w USA i jak pisze: „[…] Nie jest to więc oderwana od naszych realiów opowieść zza oceanu[…]”.
Wstęp do książki ukazuje nam na czym polega zjawisko konwergencji. Warto tutaj przytoczyć konkretną definicję. Jaką pisze Jenkins : Konwergencja- (convergence)- termin określający technologiczne, przemysłowe, kulturowe i społeczne zmiany sposobów cyrkulacji mediów w obrębie naszej kultury. Pewne popularne idee, do których odwołuje się ten termin, to przepływ treści pomiędzy różnymi platformami medialnymi, poszukiwanie nowych struktur finansowania mediów (zamiast poprzednich, znajdujących się pomiędzy starymi i nowym i mediami) oraz zachowania migracyjne publiczności medialnej, przemieszczającej się praktycznie dowolnie w poszukiwaniu pożądanej przez siebie rozrywki. W szerszym ujęciu konwergencja mediów odnosi się do sytuacji, w której współegzystują ze sobą różne systemy medialne, a treści medialne przepływają pomiędzy tymi systemami bez przeszkód. Tak rozumiana konwergencja nie jest ustalonym porządkiem, lecz ciągłym procesem lub serią zderzeń pomiędzy różnymi systemami medialnymi.     
Na samym początku lektury czytelnik poznaje podstawowe pojęcia. Dowiadujemy się min. na czym polega mit czarnej skrzynki (próba zredukowania konwergencji do modelu czysto technologicznego, dążącego do zidentyfikowania tej czarnej skrzynki, która stanie się ogniwem łączącym przepływ wszystkich przyszłych treści medialnych), jak również kulturową logikę konwergencji mediów. Wymienione zjawiska są bardzo precyzyjnie opisane przez pisarza i każdy z nich jest poparty doskonale wybranym przykładem.   
W pierwszym rozdziale Jenkins skupia się na programie Robinsonowie. Autor wprowadza czytelników w świat tzw. spojlowania, czyli aktywnego  procesu tropienia informacji, niepokazanych jeszcze w telewizji. Owy proces jest bardzo wnikliwie scharakteryzowany na podstawie owego, kultowego, amerykańskiego programu. Z rozdziału dowiadujemy się jak wygląda działanie zbiorowej inteligencji, w której społeczności skupiają się wokół wspólnych pasji intelektualnych. Członkowie owych zrzeszeń pracują wspólnie, aby tworzyć nową wiedzę, bez udziału tradycyjnych ekspertów.
Poznajemy plusy i minusy działania zbiorowej inteligencji. Zaskakujące jest ogromne wręcz zaangażowanie ludzi (spojlerów) w poszukiwanie informacji, oraz to z jaką pasją oddają się wnikliwemu poszukiwaniu wszelkich faktów, zanim jeszcze zobaczą je w telewizji.  
Rozdział drugi autor poświęca na analizę programu Amerykański idol z punktu widzenia przemysłu medialnego. Jenkins stara się wyjaśnić, jak telewizja „reality” jest formowana przez proces zwany „ekonomią afektywną”- dyskurs w marketingu i badaniu marek, podkreślający emocjonalne przywiązanie konsumentów do marki jako główną motywację przy podejmowaniu decyzji o zakupach. Wyodrębnienie się tej nowej ekonomii, zachęca firmy do przekształcania marek w tzw. lovemarks, czyli marek, które kochamy. Analizując definicję „ekonomii afektywnej” widzimy, że idealny konsument jest aktywny, angażuje swoje emocje i działa w społeczności sieci.
Twórca książki ukazuje nam kim są telewizyjni pstrykacze, widzowie lojalni oraz przypadkowi. Warto również wspomnieć o rozważaniach, w których niezwykle ciekawie,  autor obrazuje jak plotka napędza proces konwergencji.
Jenkins odsłania przed nami machinę marketingową, napędzającą kultowy już program Amerykański idol. I tak czytelnik może zastanawiać się, czy naprawdę chodzi tutaj o znalezienie, spośród grupy młodych, zwykłych amerykanów prawdziwego talentu, a może pod taką „przykrywką” kampanię reklamową „robią sobie” marki takie jak Coca- Cola czy firma Ford. 
Trzeci rozdział autor poświęca marce Matrix, jako przykład tego czym jest opowiadanie transmedialne, czyli historie, które są odsłaniane na różnych platformach medialnych, przy czym każde medium ma swój oddzielny wkład w nasze zrozumienie fikcyjnego świata. To bardziej zintegrowane podejście do rozwoju marki niż w wypadku modeli opartych na urtekstach (komplecie tekstów źródłowych) i produktach pomocniczych.
Opowiadanie transmedialne jest niezwykłą sztuką tworzenia światów. Aby w pełni doznawać każdej z fikcyjnych przestrzeni, konsumenci muszą przyjąć rolę łowców i poszukiwaczy, tropiących fragmenty opowieści na różnych kanałach medialnych. Daje to gwarancję, że każdy kto zainwestuje swój czas i wysiłek, zyska bogatsze umiejętności rozrywkowe.
Poznajemy genezę powstania Matrixa. Jenkins odsłania przed nami fenomen owej trylogii, poprzez krótką analizę poszczególnych części filmu. Zagłębiając się dalej w tekst autora, wnioskujemy, że film ten pełen jest ukrytych, symbolicznych elementów. Liczby nie są przypadkowe, numery domów czy tablice rejestracyjne również ukrywają wiele tajemnic. Obejrzenie filmu Matrix tylko raz, nie pozwala na wystarczające zrozumienie filmu. Warto więcej czasu poświęcić owej produkcji i interpretować najdrobniejsze rzeczy, które wydają nam się mało istotne. Obfitość owych aluzji, ukrytej symboliki nie pozwala jakiemukolwiek widzowi na pełne poznanie tej marki.   
Rozdziały czwarty i piąty to dalsza wędrówka autora po świecie kultury uczestnictwa. W czwartym rozdziale Jenkins traktuje o fanach Gwiezdnych wojen .Pisarz przybliża nam tematykę Star Wars. Poznajemy czym jest kultura ludowa, a więc kultura, w której wszyscy twórcy mogą czerpać ze wspólnych tradycji i banków obrazów. Jej kontekst stanowią kreatywność na poziomie oddolnym, umiejętności przekazywane na drodze edukacji nieformalnej oraz wymiana dóbr przynosząca obustronne korzyści i oparta na wymianie lub darach, oraz kultura masowa, czyli system w którym dobra kulturowe są produkowane i dystrybuowane na skalę masową.   Kultury fanowskie będą tu przedstawione jako pewne odnowienie starych już procesów kultury ludowej, które następują w reakcji na treści kultury masowej.  
Rozdział piąty koncentruje się na młodych fanach Harry’ego Pottera. Jeszcze wyraźniej autor obrazuje politykę uczestnictwa, poprzez analizę dwóch specyficznych przypadków napięć: konflikt interesów pomiędzy fanami Pottera a wytwórnią Warner Brothers, która to nabyła prawa do ekranizacji książek J.K. Rowling, oraz konflikt pomiędzy krytykującymi książki konserwatywnymi chrześcijanami a nauczycielami, którzy postrzegają serię o Potterze jako pomoc w propagowaniu czytelnictwa.  Jenkins kreśli nam tutaj obraz następstw pewnego upadku obrońców tradycji, oraz ekspansji fantazji na wiele różnych elementów naszego życia.
W rozdziale szóstym z kultury popularnej Jenkins wprowadza nas w świat kultury publicznej. Pisarz przedstawia czytelnikom swoje refleksje na temat konwergencji , aby w zupełnie nowy sposób zaprezentować amerykańską kampanię prezydencką z 2004 roku i zastanowić się, jakie działania mogłyby uczynić demokrację bardziej bezpośrednią. Owe wybory były ważnym momentem zmiany relacji pomiędzy mediami a polityką. Mieszkańcy USA byli zachęcani do wykonania większej części „brudnej roboty” podczas kampanii, zaś kandydaci i partie utraciły część kontroli nad procesem politycznym.
W zakończeniu autor powraca do trzech kluczowych pojęć- konwergencji, zbiorowej inteligencji i uczestnictwa. Pragnie ukazać niektóre następstwa, jakie tendencje omówione w tej pozycji, będą miały dla edukacji, reformy mediów i demokratycznego obywatelstwa.
Kultura konwergencji. Zderzenie starych i nowych mediów to niezwykła pozycja. Henry Jenkins w oryginalny sposób porządkuje czytelnikowi świat współczesnych mediów, który jakże często jawi się nam jako pewien chaos oraz nieustannie zmieniający się twór. Ten amerykański kulturoznawca podsuwa czytelnikom trafne przykłady, dzięki którym możemy zobaczyć popkulturę w zupełnie nowym świetle. Zagłębiając się w lekturze Kultury, zauważamy, że autor, niejako wbrew swoim interesom, jest niezwykle krytyczny. Wyraźnie pokazuje, że chodzi tutaj o edukowanie społeczeństwa, które nie jest tylko klientem przemysłu kultury, ale również jej jak najbardziej pełnoprawnym posiadaczem oraz współtwórcą. Zaskakujące jest, że w odróżnieniu od innych autorów, nie traci z pola widzenia interesów producentów medialnych i udowadnia, że wygrana konsumentów nie musi oznaczać porażki biznesu.
W książce widzimy obfitość pojęć związanych głównie ze światem mediów, ale również takich znanych nam, chociaż może nie do końca dobrze przez nas interpretowanych. Ogromnym plusem pozycji jest zamieszczenie przez autora słownika, w którym to wyjaśnione zostają wszystkie poruszone procesy i zjawiska, co bardzo pomaga czytelnikowi w lepszym zrozumieniu ich istoty. Język książki jest bogaty w akademicki żargon i całe mnóstwo medialnych zwrotów. Kultura jest tak skonstruowana, aby dotrzeć do każdego czytelnika, bez względu na jego poziom wykształcenia. Książka jest refleksyjna. Każdy z sześciu rozdziałów zmienia nasze myślenie o procesach medialnych. Zaczynamy inaczej patrzeć na świat mediów. Myślę, że lektura skłania nas do nabrania większego dystansu w kwestii przestrzeni medialnej.
Wydanie książki przyciąga. Patrząc na pozycję chce się ją mieć w rękach. Jest bardzo profesjonalnie przygotowana graficznie. Znajduje się w niej kilkanaście ilustracji, najczęściej w formie przykładu dla opisu jakiegoś zjawiska. Należy zaznaczyć, że każdy rozdział oprócz swojej głównej problematyki, posiada również ciekawostki, które są opisane mniejszą, pogrubioną czcionką.
Kultura posiada również obszerny indeks. Jenkins przytaczając fragmenty z innych pozycji stosuje przypisy dolne.

III Zakończenie
Kultura konwergencji. Zderzenie starych i nowych mediów jest pozycją wartościową, którą każdy powinien przeczytać. Książka ta daje nam wiele odpowiedzi na morze nurtujących nas pytań. Odkrywamy medialną przestrzeń i zaczynamy lepiej rozumieć ten świat. Jednocześnie jej lektura nie skłania do pokochania telewizji, Internetu czy gier komputerowych, ale obliguje nas do selektywnego i mądrego podejścia do treści przekazywanych informacji. 


Głosuj (0)
9.lives 18/03/2011 14:48:32 [komentarzy 0] Komentuj

Alice in Wonderland (2010)

Z ogromnym podekscytowaniem czekałem na premierę 'Alicji...' w lubelskim Cinema City. Pierwszy pokaz miał miejsce z 4 na 5 marca 2010 roku, a dokładnie minutę po północy. Reżyserem filmu jest znany większości miłośników dużego ekranu Tim Burton- przez jednych kochany za swój specyficzny styl, zaś przez innych znienawidzony. Sam film nie miał aż tak ogromnej kampanii reklamowej jak chociażby 'Avatar', ale muszę przyznać, że dzieło  Burtona 'bije na głowę' dzieło Camerona.
Alice in Wonderland (2010) jest kontynuacją przygód Alicji. Nasza bohaterka nie jest już małą dziewczynką a dorosłą dziewiętnastolatką. Kolejny (oby nie ostatni:) raz powraca do niezwykłej krainy, gdzie czeka na nią jakże ważna dla bytu owego barwnego lądu misja. W rolę Alicji wcieliła się Mia Wasikowa- młodziutka australijska aktorka. Doskonale poradziła sobie  z rolą. Jej gra jest barwna, nietypowa. Muszę przyznać, że miło jest zobaczyć nową twarz na wielkim ekranie. W obsadzie filmu nie mogło zabraknąć Johnny'ego Deppa, ulubieńca Burtona, który genialnie zagrał zwariowanego Kapelusznika. Anne Hathway otrzymała rolę Białej Królowej, w której wyraźnie czuła się bardzo dobrze. Była delikatna, subtelna i doskonale oddawała charakter władczyni o dobrym sercu.
Barwne dialogi, doskonała gra obsady, muzyka, genialne efekty specjalne- tak po obejrzeniu 'Alicji...' mogę podsumować efekt reżyserii Burtona. Zaznaczam, że film musi być oglądany w 3D. Efekt ten pozwala nam przenieść się razem z Alicją do tego magicznego świata. To co zachwyca to również intensywność i nasycenie barw, a także różnorodność bajecznej flory i fauny zamieszkującej ląd na którym pojawia się Alicja.  
Wszystkim miłośnikom bardzo dobrego kina polecam obejrzenie 'Alicji w Krainie Czarów'. Film oferuje widzowi całe mnóstwo niezwykłych, niezapomnianych doznań. Pozwala się rozmarzyć i zapomnieć o rzeczywistości.
Pozdrawiam d & d ;*

          

 


Głosuj (0)
9.lives 5/03/2010 13:25:51 [komentarzy 0] Komentuj

.

w momencie, gdy zacząłem studiować dziennikarstwo uwierzyłem, że marzenia naprawdę się spełniają :D :)


Głosuj (0)
9.lives 13/02/2010 12:47:01 [komentarzy 0] Komentuj